blog

Prezenty dla Kubańczyków i dlaczego jestem temu przeciwna.

„Prezenty dla Kubańczyków”, temat jest trudny jednak wydaje mi się ważny. Może wkładam kij w mrowisko, ale podzielę się z Wami moimi przemyśleniami. W Internecie można poczytać wiele opinii, żeby na Kubę wozić prezenty dla tamtejszej ludności, bo tam bida i nic nie ma.

No i tak, jak to z tą biedą na Kubie jest.

Tak, tam jest skromnie, ale część z nas wychowała się w czasach PRL. Też nie mieliśmy wielu rzeczy, a jednak nie było powszechnym, żeby wyciągać rękę do turystów po mydło czy inne dobra.

Na Kubie jest dobrze rozwinięty „socjal” i nikt nie umiera z głodu. W tej chwili większość rzeczy można kupić w marketach. Na przykład mydło w sklepie za peso cubano kosztuje 7 CUP, a w sklepie za peso wymienialne 0,30 CUC – oczywiście są też droższe.

A to, że ludzie marzą o lepszych rzeczach niż ich stać – no tak już jest i nie mamy na to wpływu, ale również nie powinniśmy mieć z tego powodu poczucia winy.

Dużo czasu spędziłam na rozmowach z Kubańczykami , którzy prowadzą casa particular ( kwatery, na których turysta może wynająć pokój ) i oni też są przeciwni, żeby rozdawać rzeczy i pieniądze na ulicy ludziom tylko dlatego, że ktoś wyciąga rękę.

Pani Amelia z Vinales mi kiedyś powiedziała;
– Anieska , ja codziennie muszę wstać o 6.00 rano, żeby przygotować dla moich gości śniadanie. Potem sprzątam pokoje, szukam nowych klientów. Jeśli nie mam rezerwacji, trzeba przygotować obiad, znowu posprzątać – coś pomóc zorganizować gościom – transport, wycieczkę itd. My pracujemy, ciężko pracujemy – jeśli trzeba dajemy pracę innym – ale nie wyciągamy ręki po łatwe pieniądze – bo to
jest niegodne.

Teraz moja historia

Kiedyś znajomy Kubańczyk poprosił mnie o przywiezienie pampersów dla dziecka. Dla mnie pampers – to jednorazowa pielucha dla dziecka ( o ja naiwna, ale wtedy tego nie wiedziałam). Spytałam się więc  koleżanek, które pieluchy dla maluchów są odpowiednie. One poleciły mi jakąś „no name” markę z jednej z drogerii. Kupiłam dwie lub trzy paczki – prezent zajął mi prawie 1/3 plecaka i cała szczęśliwa, że mogłam pomóc osobie w potrzebie, spotykam się z rzeczonym Kubańczykiem i przekazuję prezent. No i co … klapa. Bo to nie chodziło o pieluchy, tylko o markę Pampers !!!!! Jak się potem zorientowałam pieluchy jednorazowe były dostępne w tym czasie na Kubie już od jakiegoś czasu.

No i tak sobie myślę, moi drodzy, że zamiast wozić prezenty na Kubę to dajcie ludziom uczciwie zarobić.  Jak chodzicie po knajpach, gdzie grają muzykę na żywo – wrzućcie jednego CUC za pracę ( bo granie i śpiewanie to praca ), pamiętajcie, żeby „babci klozetowej” zostawić 0,25 CUC – bo da papier, bo posprząta, kelnerowi za dobrą obsługę zostawić kilka centów.

I chyba też jest tak ,że ten co naprawdę potrzebuje nigdy nie wyjdzie na ulicę i nie będzie żebrać.

Co można podarować Kubańczykom?

Ja czasami biorę rzeczy , których już nie potrzebuję w domu, ale nie kupuję specjalnie.
Zabieram leki ( np. przeciwgorączkowe w syropie dla dzieci ), bo właśnie tych na Kubie brakuje i zostawiam w domach, gdzie wiem, że są małe dzieci.

Inną sprawą jest jakiś drobny prezent z Polski – magnes na lodówkę , mini butelka wódki, kabanosy. Jest to promocja Polski oraz forma podziękowań dla gospodarzy, u których spaliśmy lub nauczycieli salsy, a nie rozdawnictwo mydła i lakierów do paznokci na ulicy.

I to tyle w kwestii prezentów dla Kubańczyków. Nie uczmy ich, że turysta równa się prezent. Bo wielu z Kubańczyków nauczyło się wykorzystywać nasze dobre europejskie serce, a czasami i  naiwność.  Niektórzy robią z tego biznes, gdyż zdobyte fanty często są sprzedawane dalej i jest to forma łatwego zarobku.

Oczywiście każdy z Was zrobi jak uważa – ja tylko dzielę się moimi przemyśleniami 🙂

Photo by Dorothea OLDANI on Unsplash